Nagrody w treningu obrony

Hektor wbiegł do kryjówki i natychmiast zaczął osaczać pozoranta, sygnalizując to rytmicznym, soczystym szczekaniem. Po chwili kilka kroków za nim ustawił się przewodnik i na znak pozoranta odwołał psa do nogi. Hektor usiadł we właściwej pozycji patrząc, jak pozorant zbliża się do niego, i po chwili, na komendę, znów eksplodował ekspresyjnym szczekaniem, tym razem przy nodze przewodnika. Kolejny znak pozoranta i przewodnik kazał psu usiąść, zaś pozorantowi udać się na punkt ucieczki. Dalej nastąpił znany IPO-wski schemat: ucieczka-puszczanie-szczekanie-ponowny atak-puszczanie-szczekanie, po czym przewodnik zabrał psa do konwoju bocznego. Po kilku krokach konwoju cała trójka zatrzymała się, a przewodnik zabrał psa do chodzenia przy nodze, by po chwili puścić go do oszczekiwania na lince. Chwyt, walka, puszczanie, szczekanie, kolejny konwój boczny i znów chodzenie przy nodze, tym razem ponownie do konwoju. Tym razem pies w tym ćwiczeniu dostał chwyt, jednak po chwili znów padła komenda do puszczenia i Hektorjął ze zdwojoną energią oszczekiwać pozoranta. I znów przewodnik posadził psa, by zabrać go do czwartego już konwoju bocznego. Kolejną sekwencję konwój-zatrzymanie zakończyło tym razem odprowadzenie na czołówkę z puszczeniem psa do ataku w połowie dystansu. Hektor zakręcił pozorantem przy uderzeniu i utrzymując pełny, mocny chwyt zastępował drogę pozorantowi przez całe prowadzenie. Chwyt przerwała dopiero komenda do puszczania, ale walka toczyła się dalej, gdyż Hektornatychmiast jął osaczać i oszczekiwać pozoranta, by odejść od niego dopiero zabrany przez przewodnika do chodzenia przy nodze. Z tej sekwencji został posłany do szczekania na lince, dostał od pozoranta chwyt, by po chwili walki zdjąć z niego rękaw i zejść z placu.

To opis autentycznego treningu obrony, jakiego byłem świadkiem. Jednego z najpiękniejszych, jakie widziałem. Choć pewne szczegóły mógł w pamięci zatrzeć czas, to dwie kwestie pozostają pewne: po pierwsze, pies dostał rękaw dopiero na koniec treningu, a mimo to – po drugie – był nagradzany praktycznie przez cały czas trwania sesji: każdą chwilą walki na rękawie, każdym szczeknięciem, którym rzucał wyzwanie pozorantowi.

Piszę o tym dlatego, że często obserwuję nieporozumienia co do koncepcji nagradzania psa w treningu obrony. Zdarza się, że pozorant wcale nie nagradza psa, choć miał taki zamiar. Zdarza się, że przewodnik (mam nadzieję, że pozorant rzadziej!) nie widzi, że pies jest aktualnie nagradzany. Zdarza się, że para pozorant-przewodnik ogranicza się do jednego sposobu nagradzania psa, znacznie ograniczając swoje perspektywy treningowe. Kiedy pozornie oczywista nagroda nie jest nagrodą? Jakie, zdawałoby się, nieważne szczegóły faktycznie nagradzają psa? Te zagadnienia postaram się teraz wyjaśnić, omawiając po kolei 3 sytuacje w treningu obrony, w których nagradzamy psa: praca na rękawie, osaczanie i oszczekiwanie oraz posłuszeństwo w obronie.

I. PRACA NA RĘKAWIE

Tutaj najpopularniejszą formą nagrody jest oddanie psu rękawa. Sytuacja zdaje się prosta: pozorant wybiera moment, w którym pies prezentuje pożądane zachowanie (mocny, pełny, stabilny i spokojny chwyt połączony z walką) i zdejmuje rękaw z ręki. Taka forma nagrody może być zarazem wzmocnieniem pozytywnym i negatywnym: pozytywnym, bo pies dostaje to, czego chciał (łup), i negatywnym, gdyż ustaje presja związana z walką z pozorantem. To sytuacja idealna, jak jednak wiadomo, w praktyce nie wszystko jest proste i czarno-białe.

Po pierwsze, jeśli pies spokojnie trzyma rękaw po jego zdobyciu, możemy mieć pewność, że się nim, by tak rzec, nasyca, a więc aspekt wzmocnienia pozytywnego jest zachowany (pies zdobył to, co chciał, i teraz to ma). Co jednak wtedy, gdy pies porzuca rękaw i przekierowuje się na pozoranta (np. w szczekaniu) lub bawi się rękawem i niszczy go? Obie te formy zachowań często wskazują, że zdobycie łupu wcale nie zaspokaja psa, gdyż w istocie wciąż dąży on do czegoś innego (w pierwszej sytuacji być może przechodzi od razu w popęd obrończy, w drugiej nie umie trzymać zdobyczy). Jeśli taka sytuacja powtarza się przez cały trening, to warto się zastanowić, czy pies w trakcie całej sesji w ogóle zostaje nagrodzony w sensie wzmocnienia pozytywnego. Oczywiście często nie ma to większego wpływu na trening, ale jeśli pies ma problemy na chwycie, znajduje się zanadto w popędzie obrończym lub ma problemy z przejściem do posłuszeństwa, to równie często rozwiązanie tych problemów warto zacząć właśnie tutaj: niespokojny chwyt może brać się z oczekiwania niszczenia rękawa po jego zdobyciu, nadmierny akcent na popęd obrończy lub jego złe ukierunkowanie również negatywnie wpływa na chwyt, a przejście do posłuszeństwa jest bardzo utrudnione, gdy pies nie ma chwili spokoju i wyciszenia w treningu. Alternatywą jest w takim przypadku takie oddanie psu zdobyczy, by nie mógł jej wypuścić lub się nią bawić: pozorant może przytrzymać psa pod brodą aż do podejścia przewodnika, który go przejmie, przewodnik może przyciągnąć psa do siebie i dalej uspokoić go samemu, pozorant może oddać psu łup, ale delikatnie szarpać nim za pomocą długiej linki, gdy pies biega wokół niego z przewodnikiem – możliwości jest wiele. Innymi słowy: często można, a niekiedy trzeba nauczyć psa nasycania się łupem. Oczywiście dużą rolę odgrywa tu genetyka psa oraz podstawy zabawy zabawką, jakie zbudował z nim przewodnik.

Po drugie, można by przewrotnie zapytać, czy oddanie psu rękawa, nie jest dla niego… karą. Mam tu oczywiście na myśli karę w sensie negatywnym, którą jest ustanie czegoś przyjemnego. Chyba wszyscy zgodzą się, że walka na rękawie jest dla psa sportowego jedną z największych przyjemności. Dlaczego więc ją co prędzej kończyć? Oczywiście, jak już pisałem, pracy na rękawie zawsze może towarzyszyć mniejsza bądź większa doza presji (będzie to zależne od stylu i osobowości pozoranta oraz od samego psa i aktualnych celów treningowych), ale chciałbym tu szczególnie podkreślić ten samonogradzający aspekt walki na rękawie, gdyż, po pierwsze, bardzo często jest on zaniedbywany (powszechne są ostatnio treningi, w których pozorant praktycznie wcale nie pracuje z psem na chwycie, od razu oddając mu rękaw), a po drugie, jest on moim zdaniem najważniejszy w obronie. Tylko pies, który czerpie autentyczną przyjemność z pracy na rękawie, może odnaleźć w niej właściwe emocje, zwłaszcza w sytuacji zawodów, gdzie presja sytuacyjna jest potencjalnie znacznie większa. Dlatego pozorant, który lubi i potrafi walczyć z psem na rękawie, zamiast tylko wykonywać rutynowe prowadzenia, to bardzo cenny kapitał treningowy. Z technicznego punktu widzenia wystarczy balansować pomiędzy wywieraniem presji na psa (usztywnianie rękawa, nieustępowanie walczącemu psu, ruchy pałką, obciążanie ciałem lub dotykiem etc.), by nakłonić go do walki i przygotować na wymagania, z jakimi spotka się na zawodach, a poddawaniem się jego działaniu, by podtrzymać w nim poczucie siły i kontroli nad sytuacją (luźny rękaw, brak presji psychicznej etc.). Taka walka na rękawie może praktycznie się nie kończyć, stanowiąc jedną, samowystarczalną nagrodę.

II. OSACZANIE I OSZCZEKANIE

Jeszcze jakiś czas temu nagradzanie w tym elemencie było bardzo proste: pies dostawał chwyt na rękawie i tyle. Z czasem treningi uległy wyrafinowaniu i pojawiły się różne alternatywne formy nagradzania psa: od wyrzutów różnego rodzaju zabawek z najprzeróżniejszych miejsc (z drugiej ręki, zza pleców, z kaptura, z kombinezonu, spod brody, zza głowy, spod nogi – kto da więcej?), przez podawanie do chwytu trzymanej w drugiej ręce poduszki aż do pracy na dwa rękawy – standardowe IPO-wskie bądź cywilne. Wszystkie te formy nagradzania mają wpływać głównie na technikę wykonania ćwiczenia, ułatwiając pozorantowi naukę centralnej pozycji, utrzymywania dystansu i szczekania do twarzy. W tym artykule interesuje nas jednak nie techniczny, lecz emocjonalny aspekt nagrody.

Nagradzanie psa rękawem zdaje się nie nastręczać trudności (czy aby na pewno? – o tym za chwilę), więc zacznijmy od nagród alternatywnych. Często widzę treningi, w których są one uparcie stosowane, choć tak naprawdę stanowią znikomą wartość dla psa lub nie stanowią jej wcale. Po czym to poznać? Otóż moim zdaniem takie nagrody mają sens wtedy, gdy są dla psa równie bądź niemal równie atrakcyjne jak rękaw, a więc pies po ich otrzymaniu zachowuje się tak jak po zdobyciu rękawa. Czyli jak? Przede wszystkim w zdecydowany sposób chce przerwać ćwiczenie, żeby zająć się nagrodą. To może wydać się banałem, ale widywałem treningi, na których pozorant uparcie rzucał psu zabawkę, choć ten nie był nią wcale zainteresowany bądź natychmiast ją wypluwał i ciągnął przewodnika z powrotem do namiotu. Jeśli więc widzimy, że zainteresowanie psa zabawką trwa najwyżej kilka sekund, po czym wyrywa się on do pozoranta, to niechybny znak, że wartość „nagrody” była dla niego znikoma. Podobnie jest w przypadku podania psu do walki drugiego rękawa, z tą różnicą, że tutaj mogą się ujawnić problemy z chwytem: chwyt niepełny, warczenie, podgryzanie itp. Przyczyną jest zazwyczaj zafiksowanie psa na „głównym” rękawie. Nie znaczy to wówczas (najczęściej), że nie można nagradzać danego psa w alternatywny sposób, lecz że trzeba go po prostu tego alternatywnego sposobu nagradzania nauczyć, budując popęd do drugiej zabawki, niekiedy na osobnych sesjach treningowych.

Inną przyczyną może być to, że pies znajduje się nie w popędzie łupu, lecz w popędzie obrończym, w którym nie jest nauczony pewności siebie. W takim przypadku żadna zdobycz nie będzie dla niego stanowiła nagrody – nagrodą będzie oddalenie zagrożenia, a więc w tym przypadku odejście pozoranta na większy dystans. Oczywiście dobrze wzmocniony popęd obrończy jest świetną bazą dla psa IPO-wskiego, ale zakłada to budowanie psa w tym popędzie do momentu, gdy poczuje się na tyle pewny, że nie będzie już chciał odgonić napastnika, lecz przeciwnie – zmierzyć się z nim. Wówczas będzie mógł skanalizować popęd obrończy w popędzie łupu. Dla takiego psa dobrą nagrodą będzie zarówno rękaw, jak i nagroda alternatywna.

Jeśli psu niepewnemu siebie w popędzie obrończym podamy rękaw, to albo nie będzie go chciał złapać, albo pokaże słaby, niepełny i bardzo niespokojny chwyt. Jeśli rzucimy mu zabawkę, to możliwe są, mówiąc z grubsza, dwa scenariusze: albo w ogóle jej nie chwyci (jeśli popęd obrończy przeważa nad łupem), albo (jeśli łup przeważa nad popędem obrończym) złapie ją, ale tym samym w przyszłości przestanie odpowiadać na stymulację przez pozoranta w popędzie obrończym, gdyż w podobnej sytuacji będzie oczekiwać nagrody łupowej.

Oczywiście, analogicznie do pracy na chwycie, w dobrze zrobionym szczekaniu sama czynność i towarzyszące jej emocje są nagrodą. Dotyczy to zwłaszcza – paradoksalnie – psów pracujących również w popędzie obrończym, gdyż popęd ten – w odróżnieniu od popędu łupu – nie wygasa, nie można się nim nasycić, a tym samym jest dostępny zawsze. Poczucie siły i kontroli nad sytuacją jest nagrodą samą w sobie i nie potrzebuje już celu, który je wypełni, w przeciwieństwie do frustracji w popędzie łupu, która prowadzi do dalszej, zewnętrznej przyjemności. Ten aspekt chciałbym tu podkreślić szczególnie, gdyż w dobie wspomnianej różnorodności nagród zdaje się niekiedy gubić to, co najważniejsze w osaczaniu i oszczekiwaniu, a więc emocje psa.

Zaznaczam, że powyższy opis jest sporym uproszczeniem – ćwiczenia ze szczekaniem należą do najbardziej złożonych (pod względem behawioralnym i emocjonalnym) w treningu IPO, więc siłą rzeczy nie miejsce tu na ich szczegółowe omówienie.

III. POSŁUSZEŃSTWO W OBRONIE

Tutaj oczywiście najpopularniejszą formą nagrody jest posłanie psa do chwytu. Do takiego sposobu nagradzania trudno mieć właściwie zastrzeżenia – jeśli jakikolwiek pies pogardzi w tej sytuacji rękawem, to praktycznie tylko wówczas, gdy posłuszeństwo w obronie zostaje wprowadzone zbyt wcześnie i pies jest zbyt zorientowany na przewodnika, ale jest to oczywiście osobna kwestia.

Znacznie rzadziej widuje się nagradzanie psa szczekaniem. Wokół tej formy nagrody narosło wiele nieporozumień. Być może wynikają one z faktu, że trudniej ją właściwie wykorzystać. Zacznijmy od tego, że szczekanie będzie nagrodą tylko dla psa, który umie być aktywny i pewny siebie w tym ćwiczeniu (dobrym wyznacznikiem jest to, czy pies mógłby dostać za takie szczekanie chwyt rękawa – patrz wyżej). Jeśli więc pies tylko podnieca się machaniem rąk pozoranta lub próbuje go odpędzić, to oczywiście taka sytuacja nie będzie stanowić dla niego żadnej nagrody.

Przeciwnicy szczekania uważają, że jeśli pozwolić psu szczekać w nagrodę, to pies sam potem będzie szczekał na zawodach. Taki argument ma równie wiele sensu jak stwierdzenie, że jeśli będziemy nagradzać psa chwytem, to ten na zawodach sam zerwie się, żeby ugryźć rękaw. Faktycznie, istnieje ryzyko, że po nagradzaniu szczekaniem pies będzie nieco bardziej hałaśliwy np. w chodzeniu przy nodze – może pojawić się popiskiwanie czy pojękiwanie – ale nie w wyniku szczekania jako takiego, lecz w wyniku podniesienia popędu, a to jest właśnie celem tej formy nagrody. Na tym polega główna przewaga nagradzania szczekaniem nad nagradzaniem chwytem: pozwala budować popęd psa w kontekście posłuszeństwa dzięki wykorzystaniu agresji (dla psów pracujących w popędzie obrończym) lub frustracji (dla psów pracujących w popędzie łupu). Ponadto nie przerywa ona sekwencji posłuszeństwa: psa posłanego do szczekania na lince można przyciągnąć do nogi i wydając odpowiednią komendę, kontynuować pracę, którą ma się akurat do wykonania. Oczywiście pełnię zastosowań szczekania uzyskamy w treningu psów, które szczekają w fazie pilnowania, gdyż wówczas nagroda staje się zarazem ćwiczeniem, które – tak jak każde inne – wymaga powtórzeń.

Szczekanie może również pomóc psom, które mają tendencję do spinania się w popędzie łupu – zmiana emocji w kierunku agresji lub frustracji zwykle przekłada się na luźniejszy ruch.

Dodam jeszcze, że przy odpowiednim ukierunkowaniu popędu podkręconego przez szczekanie problemy z wokalizacją są zwykle niewielkie, a na pewno niewspółmiernie małe do korzyści płynących ze zwiększenia energii psa.

PODSUMOWANIE

Choć w powyższym tekście nie udało mi się zapewne uciec od pewnych aluzji co do własnych sympatii i preferencji, to chciałbym podkreślić, że zasadniczo nie uważam żadnej formy nagradzania psa za wyraźnie lepszą od pozostałych. Każda z nich jest dobra, o ile prowadzi do wytyczonego celu. Czego nie lubię, to ograniczania się co do zasady do jednej formy nagrody: „nie można nagradzać psa szczekaniem, bo będzie robić bałagan w posłuszeństwie”; „nie można nagradzać psa chwytem, bo będzie bierny”; „nie można psu w kryjówce wyrzucać piłki, bo będzie słabo osaczał”. Każdy pies jest inny i z każdym może sprawdzić się co innego. Również w prowadzeniu jednego psa zamykanie się na jedną formę nagrody może prowadzić do tego, że trening stanie się monotonny, a przede wszystkim płaski: płytki, jednowymiarowy i tłumiący emocje psa. Tak czy inaczej, na końcu zawsze najważniejsza okazuje się nie dana technika nagradzania, a umiejętność czytania psa i wpływania na niego na tej właśnie podstawie, a nie w oparciu o to, co jest akurat w danych kręgach modne.

Patryk Krajewski