Komenda zwolnienia – krótkie słówko o wielkiej mocy

Gdyby spytać uczestnika kursu posłuszeństwa, jakich komend chciałby nauczyć swojego psa, odpowie prawdopodobnie: „Siad, leżeć, zostań, do mnie.” I będzie miał rację, bo to potrzebne komendy. Bardziej ambitni zainteresują się poleceniem „Aport” lub „Szukaj”, a ci wnikliwi odgadną, że najważniejszymi słowami są po prostu „Dobrze” i „Nie”. Jednak ja napiszę o jeszcze innej komendzie, a właściwie sygnale – o haśle zwalniającym, przeze mnie komunikowanym psom jako „Ok”.luna kontakt

Po pierwsze – bez tego krótkiego słowa każda inna komenda traci na znaczeniu, lub sens w ogóle. Kiedy wyjaśniam to na zajęciach, proszę kursanta, by dał psu komendę „Siad”. Pies siada. Wtedy pytam przewodnika, jak długo jego pies ma teraz tu siedzieć. Zapada skonfundowana cisza. „Minutę? Godzinę? A może do jutra do 12:30?” – dopytuję. „No, nie wiem…” – pada odpowiedź.

No właśnie. Pies też nie wie! I wstanie z pewnością sam, po chwili. Czy będzie tym samym nieposłuszny? Nie, po prostu nie wie, czego się od niego oczekuje. Wie, że ma posadzić zadek na hasło, ale co dalej…? Nie wiadomo. No to wstaje, gdy mu się znudzi, lub gdy chce zająć się czymś ciekawszym. Albo tuż po zjedzeniu nagrody… To samo oczywiście dotyczy komendy „Leżeć” czy „Zostań” w różnych odmianach. Ta sytuacja jest zła z punktu widzenia przewodnika, bo takie posłuszeństwo, które kończy się w momencie wybranym przez psa, to żadne posłuszeństwo. Jest też zła z punktu widzenia psa. Pies, który nie wie do końca, co ma robić, rzadko czuje się komfortowo podczas pracy i brakuje mu tzw. „czystej głowy”.

Żeby temu zaradzić, od pierwszych sesji treningowych (także ze szczeniaczkiem), wprowadźmy czytelne hasło zwalniające z komendy. Słowo nie jest istotne, ale lepiej by było krótkie, np. „Ok”, „Już”, „Luz”. Będzie ono oznaczało dla psa, że może już przestać robić to, o co przed chwilą został poproszony. Nie jest to jednak to samo co sygnał końca pracy (to osobne hasło, u mnie „Koniec”), bo podczas treningu po haśle „Ok” zachęcamy raczej zwierzę do kontynuowania pracy. Nauka reakcji na to hasło jest banalnie prosta, wymaga tylko (?) konsekwencji, a z początkującym psem lub szczeniakiem również nieco refleksu. białe
Po tym, jak posadzimy lub położymy psa, pochwalimy go oraz nagrodzimy (raz lub kilka razy), powiedzmy krótko „Ok” zachęcającym tonem i po prostu przemieśćmy się – nasz ruch powinien wystarczyć, by pies zmienił pozycję. Ważne, by hasło padło ZANIM się ruszymy, początkowo po kilku sekundach pozostania w komendzie, bo inaczej pies nauczy się przerywać ćwiczenie w reakcji na nasz ruch (późniejsze ćwiczenie zostawania będzie utrudnione) lub bezpośrednio po spożyciu nagrody. Jeśli zwierzę ma wątpliwości i nie wstaje po naszym odejściu, możemy użyć lekkiego, zachęcającego dotknięcia w okolicach łopatki czy boku, połączonego z ruchem. Przy psie bardzo wrażliwym na dotyk czy ruch dobrze sprawdza się rzucenie smakołyka na ziemię nieopodal psa wraz z „Ok”- na tyle daleko, by pies musiał po niego wstać.

Jeżeli wystarczy nam samodyscypliny, by pamiętać o tym drobiazgu, od pierwszych sesji treningowych zapobiegamy wyłamywaniu psa z komendy i tak naprawdę od razu ćwiczymy komendę „Zostań”. Pies bowiem uczy się, że nie ma innej opcji zakończenia ćwiczenia, jak po jednym, stałym, zawsze tym samym haśle. Więc nie będzie wstawał, póki tego hasła nie usłyszy – po prostu nigdy nie poznał takiej sytuacji. W innym wypadku pies wyłamie komendę najpewniej wtedy, gdy zainteresuje go coś innego. A przecież nie po to ćwiczymy z czworonogiem siadanie czy warowanie, by zrywał się z pozycji na widok innego psa, przejeżdżającego samochodu, rowerzysty czy cioci Ani, która właśnie przyszła do nas z wizytą… Siad i waruj mają nam pomóc w opanowaniu psa w sytuacjach dla niego emocjonujących, właśnie takich, jak przywitanie gości, nasze wejście do domu czy mijanka z agresywnym psem na spacerze. Gdy pies nie pozna hasła zwalniającego, „zwolni” się sam – przykładowo by skoczyć łapami na ciocię czy pobiec do psa po drugiej stronie jezdni… prosto pod koła samochodu.sledz skacze

Hasło zwalniające powinniśmy stosować nie tylko przy ćwiczeniach statycznych, wymagających od psa wytrwania w określonej pozycji. Ćwiczeniem, w którym często umyka konieczność zwolnienia psa, jest przywołanie. Dla mnie naturalnym jest, że po tym, jak zawołam psa (pochwalę, nagrodzę, pobawię się, wydam kolejne polecenie itd.), to pozostanie tak długo w kontakcie ze mną, blisko mnie, aż nie powiem „Ok”. Nie wyobrażam sobie, by pies przerywał kontakt i odbiegał gdzieś sam z siebie. Bo znowu – pewnie zrobi to również wtedy, gdy konsekwencje okażą się kłopotliwe – rzuci się na psa, skoczy do przechodnia, wbiegnie pod samochód. Oczywiście, mogę go chwycić za obrożę i przytrzymać przy sobie, ale po komendzie „Chodź” („Do mnie”) pies powinien być przecież z człowiekiem nie tylko ciałem, lecz także i „duchem”.

Jeśli po przywołaniu do mnie pies wykonuje jakieś dalsze ćwiczenia, np. sztuczki czy spacerowe chodzenie przy nodze, to również nie może przerwać kontaktu ze mną aż do zwolnienia. WAŻNE: pochwała ani nagroda nie powinny dla psa oznaczać końca ćwiczenia! Pochwały słowne to utwierdzenie w wykonywanej czynności, zaś smakołyki (nieregularna ilość) to też element utrzymania psa w ćwiczeniu.
Sygnał zwolnienia jest również bardzo istotnym elementem komunikacji z psem w licznych codziennych sytuacjach, niekoniecznie w zorganizowanym treningu. Ja używam go w tak wielu kontekstach, że nawet nie będę próbowała wspominać tu o wszystkich. Jednym z ważniejszych jest kontekst bycia w kontakcie ze mną, co poniekąd wiąże się z wspomnianym powyżej kształcie przywołania „Do mnie”. kinio

Od szczenięcia uczę swojego psa, że jeśli przytrzymuję go, w jakiś sposób unieruchamiam, to oczekuję spokojnego przebywania przy mnie aż do hasła „Ok”. Ze szczenięciem są to początkowo kilkusekundowe momenty, gdzie zwolnienie pojawia się zanim piesek zacznie się niecierpliwić. Nigdy nie pozwalam odejść od siebie psu, który się wyrywa. Tylko gdy jest spokojny, usłyszy „Ok”.
Po co mi to? Po to, bym nie miała problemów z psem, który nie potrafi ustać czy wyleżeć spokojnie podczas szczotkowania, czyszczenia uszu, wyjmowania kleszcza, opatrywania łapki… również u weterynarza. Jeśli pies nie wie, jak długo ma zachowywać się spokojnie i pozostawać pod kontrolą przewodnika, to na pewno będzie próbował unikać potencjalnie nieprzyjemnej sytuacji. Jeśli zawsze mógł przerywać sesję szczotkowania w dowolnym momencie, a zakrapianie oka kończyło się, gdy wyrywał głowę z dłoni przewodnika… tym bardziej będzie chciał się wyswobodzić przy naprawdę bolesnym zabiegu, np. odkażaniu rany u weterynarza.

Czyli – jak wynika z powyższego akapitu – hasło zwalniające staje się też codzienną przepustką do tego, co pies akurat chce zrobić. Mój pies słyszy więc „Ok” miedzy innymi, gdy może:
– wyjść z samochodowej klatki (nie wolno mu wyskakiwać od razu po otwarciu drzwiczek, bo to niebezpieczne)
– przejść przez drzwi wyjściowe, które otwieram
– zejść z wagi czy stołu u weterynarza
– odbiec, by pobiegać luzem po odpięciu smyczy (samo odpięcie karabińczyka nie jest do tego sygnałem)
– zacząć jeść po postawieniu miski na podłodze
– wskoczyć do jeziora (dzięki temu nie będzie kąpał się wtedy, gdy na przykład jest za zimno)
– podejść do psa lub człowieka
Plus oczywiście przestać wykonywać jakąkolwiek komendę. Czasem „Ok” może oznaczać też „złap zabawkę”, ale ja tutaj używam osobnego słowa.12038191_728760600588107_4678431147248010755_n

Z tego wynika, że dzięki wprowadzeniu w życie z psem komendy zwolnienia (po której pies może zrobić to, czego pragnie), pozwalamy mu zarazem ćwiczyć cierpliwość, samokontrolę, panowanie nad emocjami. Stajemy się również źródłem ogromnej ilości przyjemności – bo to my przez „Ok” dajemy psu dostęp do atrakcji. Nie jest to niczym innym jak dysponowaniem przez nas całym wachlarzem tzw. nagród środowiskowych, co fantastycznie sprawdza się jako podniesienie własnej atrakcyjności w oczach psa i urozmaicenie treningu posłuszeństwa. „Ok” może umożliwić psu korzystanie z upragnionej rzeczy (eksplorowanie środowiska, zabawa z psem, przywitanie z człowiekiem, skok do jeziora, wyjście do ogrodu) w zamian za wykonanie chociażby prostego „Siad” lub chwilę skupienia na przewodniku. Czy nie jest wyśmienitym pomysłem wymyślanie coraz to nowych nagród dla naszego przyjaciela?

Krótkie „Ok”, a tyle może zmienić w naszej relacji z psem!

 

Maja Dobrzyńska